dlaczego lubimy stare zdjęcia
Historia jednego zdjęcia

Stare fotografie w albumach rodzinnych

Uwielbiam stare zdjęcia. Pokazują świat, który odszedł i nie wróci. Świat jakby równoległy, który istniał kiedyś w tak dobrze nam współcześnie znanych miejscach. Zatrzymane chwile sprzed wielu lat. I dziś chciałabym Wam przedstawić jedną szczególną dla mnie fotografię. Bardzo starą fotografię.

Będąc w klimacie Wszystkich Świętych, przeglądałam albumy z rodzinnymi zdjęciami. Taka chwila nostalgii za tym, co było, za ludźmi, którzy żyli pełnią życia, a dziś już ich nie ma, za chwilami, które bezpowrotnie przeminęły. Jednym z najstarszych zdjęć w moim albumie jest powyższe zdjęcie. Z podpisem w dolnym rogu – VIII.1936 rok.

Osoby

Na fotografii widzimy grupę osób przed domem. W dolnym rogu na ławce siedzi para dorosłych w średnim wieku oraz dwoje dzieci – dziewczynka i chłopiec na kolanach taty. Z prawej i lewej strony ławki stoją dwie starsze dziewczynki. Z tyłu, tworząc drugi rząd, stoją dwie dorosłe już panienki. Wszystkie osoby na zdjęciu zostały pieczołowicie ustawione.

Osoby na fotografii to moi przodkowie.

Zdjęcie przedstawia pradziadka Jana, prababcię Mariannę oraz ich dzieci: Annę, Mariannę i Władysława. Panienki w drugim rzędzie to córki pradziadka z pierwszego małżeństwa, Feliksa i Karolina. Pierwsza żona pradziadka zmarła na grypę hiszpankę w 1919 roku.

Wszyscy na fotografii są odświętnie ubrani. Pradziadek Jan w letnim, znoszonym garniturze z szerokimi spodniami. Prababcia Marianna, dużo młodsza od męża, w czarnej sukience. Ciocie Ania i Marysia ubrane są w śliczne sukieneczki, o tym samym kroju, uszyte z tego samego materiału w jasne wzory. Niemal prosto od krawcowej. Feliksa i Karolina mają na głowach ozdobne chustki. Tylko stryj Władek, w mundurku z krótkimi spodenkami, ma bose nogi.

Tajemnica

I jeszcze mała dziewczynka w środku. Ubrana w jasny płaszczyk, z kapelusikiem na głowie. Siedzi na ławce pomiędzy pradziadkami. Trzyma coś w dłoniach, niestety nie jesteśmy w stanie rozpoznać, co to takiego.

Dziewczynka trochę jakby nie pasuje do reszty osób na fotografii.

Nikt w rodzinie nie wie, kim jest ta dziewczynka. Nikt jej nie pamięta. Nikt nigdy nie wspominał o niej. Jak dotąd, nie udało się także znaleźć żadnej wzmianki o niej w kościelnych księgach.

Jednak podczas niedawnych prac na cmentarzu, w grobowcu pradziadków zostały odnalezione szczątki kilkuletniego dziecka. Nie wiadomo, do kogo należały. Czy do dziewczynki ze zdjęcia, na chwilę obecną pozostaje to tajemnicą.

„Pocałuj stryjenke w renke”

Na zdjęciu brakuje niestety mojego dziadka Józefa i jego starszego brata, stryja Janka.

W mojej rodzinie bardzo dużą wagę przywiązywano do właściwego tytułowania krewnych. Było więc wyraźne rozróżnienie na wujów i stryjów, a także wujenki i stryjenki. W odróżnieniu od cioć, które rzeczywiście były ciociami. Dziś, kiedy nawet znajomi rodziców są ciociami i wujkami, wspominam to z dużym rozrzewnieniem.

Miejsce

Scena rozgrywa się w dużej wsi, wówczas leżącej w centralnej, a obecnie we wschodniej części Polski.

Fotografia została wykonana przed rodzinnym domem pradziadków. Dom, z czerwonej cegły wypalanej w piecu, zbudował pradziadek Jan. Jest parterowy, z niewielkimi oknami. Jak na owe czasy, był komfortowy.

Aż chciałoby się wniknąć przez te małe okienka do wnętrza domu. Zobaczyć, jak wyglądała codzienność osób przedstawionych na zdjęciu. Jakimi przedmiotami się otaczali. Jak w tym sierpniowym dniu przed ponad osiemdziesięciu laty wyglądało wnętrze, które tak dobrze znam z czasów mi współczesnych.

Autor

Nie wiem, kto jest autorem tej fotografii. Brak jest jakiejkolwiek sygnatury, podpisu. Pewnie zrobił je profesjonalny fotograf na zamówienie rodziny. Zdjęcie jest bowiem dobrze wykonane pod względem technicznym. Poprawnie naświetlone, nieporuszone, zadowalająco skomponowane. Trochę można by zostawić mniej pustej przestrzeni po lewej stronie i odsunąć postacie od lewego okna. Widoczne na zdjęciu niedoskonałości to efekt amatorskiego, mało precyzyjnego skanera oraz małej wielkości oryginału – 7×5 cm.

Uwielbiam podpatrywać warsztat fotografa na starych zdjęciach.

Nie mam takich fotografii wiele, w ówczesnych czasach nie była to tania usługa. We wsi zamieszkanej przez moich przodków nie było na stałe fotografa, musiał więc dojechać z daleka, z całym pokaźnym sprzętem. Być może zawitał do wsi przy okazji jakiejś uroczystości. Brak na zdjęciu dwóch członków rodziny wskazuje, że nie był to dzień wcześniej zaplanowany na sesję.

Przesłanie

Wkrótce wszystko się zmieni. Za trzy lata wybuchnie wojna. Za pięć lat pradziadek Jan umrze na tyfus. Marysia zostanie nauczycielką, a Władek księdzem. Dziś większości osób ze zdjęcia nie ma już wśród nas. Dzięki fotografii te kilkanaście minut z życia ówczesnego świata zostało zatrzymanych.

Stare zdjęcia mają duszę.

Dokumentujcie swoją codzienność. Coś, co wydaje się nam oczywiste i nieważne dzisiaj, powoli i niezauważalnie przemija. A jak przeminie, to wówczas nabiera mocy, nabiera nowej wartości. Staje się skarbem, jak to małe kartonowe zdjęcie, pieczołowicie przechowywane w naszej rodzinie przez kolejne pokolenia.

jak obsłużyć aparat bezpłatny audiobook

Zwykły człowiek patrzy, a fotograf widzi

Jeden komentarz

  • Roman Kuć

    Wzruszające. Chociaż zdjęcie jest mi znane od dawna, to łącznie z opisem tutaj przytoczonym wywołuje łezkę w oku, jakąś nostalgię za czasem już minionym. Dziękuję Aniu za ten wpis. Roman Kuć s. Józefa, wnuk Jana i Marianny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: