ebook o rodzinnej fotografii lifestylowej

Alicja Kozdraś „Jak zostać fotografem rodzinnym?”

Jak zostać zawodowym fotografem rodzinnym? O swojej drodze od amatora do profesjonalnego fotografa rodzinnego opowiada Alicja Kozdraś. Mama dwóch chłopców, żona, fotografka rodzinna, nauczycielka fotografii, właścicielka marki Lifestylowo Naturalnie. Pisze ebooki, tworzy webinary, prowadzi kursy o fotografii. Czy aby na pewno niczego nie pominęłam?

Wszystko się zgadza. Może oprócz tego, że nie jestem prawną żoną, bo nie mamy ślubu ☺

To może sięgnijmy do Twoich początków. Bardzo mnie interesuje, jak to się stało, że dziś jesteś w tym właśnie miejscu, w którym jesteś? Jak zaczęła się Twoja przygoda z fotografią? Czy to był jeden moment, jakiś impuls, konkretne wydarzenie? Czy może raczej powolna ewolucja od amatorskiego pstrykania do zajmowania się fotografią zawodowo?

W moim życiu fotografia zagościła na dobre jak chyba u większości matek-fotografek po narodzinach dzieci. Wcześniej trochę fotografowałam Zenitem mojej mamy, głównie na wakacjach. Ale tak po prostu robiłam normalne zdjęcia, wcale mnie to szczególnie nie ekscytowało. Kiedy poznałam mojego partnera Adama, to miał on aparat, lustrzankę Canon 450d. Ale zupełnie nie robił zdjęć. Dla mnie ten aparat to było wielkie wow, więc ja zaczęłam nim fotografować. Nic specjalnego, ot zdjęcia z naszych wyjazdów, tu górki, tam krajobrazy.

Po urodzeniu synów, bliźniaków, oczywiście to oni stali się głównym tematem moich fotografii. Pewnego dnia wywołałam te wszystkie zdjęcia, które zrobiłam, a było ich około trzystu. Wywołałam je w pierwszym lepszym punkcie foto w jakimś hipermarkecie. Ale kiedy zobaczyłam te zdjęcia na papierze, to się po prostu przeraziłam. Moje dzieci na tych zdjęciach kompletnie nie przypominały noworodków. Miały duże głowy, które zajmowały cały kadr, pomarańczowe twarze – no nie wyglądało to dobrze.

To było straszne. Ze wszystkich wywołanych wówczas zdjęć może około dziesięciu było na tyle dobrych, że nadawały się do powieszenia na ścianę.

W tym jedno najładniejsze zdjęcie zostało zrobione telefonem… Wówczas stwierdziłam, że jeżeli chcę, aby chłopcy mieli fajną pamiątkę z dzieciństwa, to muszę nauczyć się fotografować. Absolutnie nie przeszło mi wtedy przez myśl, żeby zajmować się tym zawodowo, że chcę zostać fotografem. Chciałam po prostu robić zdjęcia jedynie na własne potrzeby.

Bardzo długo się zastanawiałam, czy dam radę uczyć się, robić fotograficzne zadania, bo przy bliźniętach była cała masa pracy. Często nie miałam nawet pięciu minut dla siebie. Najczęściej nie wiedziałam, w co ręce włożyć. Zastanawiałam się, czy pójść do toalety, czy może kawy się napić, bo na wszystko nie starczało czasu. Ale podjęłam decyzję, że muszę się tej fotografii nauczyć pilnie, ponieważ chłopcy rosną tak szybko, że wręcz szkoda było każdego dnia.

W ten sposób zrobiłam pierwszy kurs fotografii przez internet.  No i wpadłam. Rzeczywiście pochłonęło mnie to niesamowicie. Robiłam zdjęcia non stop, po prostu wszędzie, gdzie tylko mogłam, na placu zabaw, w sklepie, zabierałam aparat na różne uroczystości, na przykład urodziny, do znajomych. I dzięki temu osiągałam niesamowity progres. A jak widziałam szybkie efekty, to jeszcze bardziej mnie to nakręcało do działania. Więc przez ten pierwszy okres, mając synów przy sobie, uczyłam się fotografować na własne potrzeby, potrzeby mojej rodziny.

jak zostać fotografem rodzinnym

Nadszedł jednak ten moment, kiedy chłopcy skończyli trzy lata i zaczęli uczęszczać do przedszkola. W Szkocji dzieci do ukończenia 3. roku mogą uczęszczać tylko do prywatnych placówek. Nie ma publicznych żłobków. Dopiero od ukończenia 3. roku życia dostępne są publiczne przedszkola. W tym momencie stanęłam przed decyzją, co robić z moim życiem zawodowym. Czy szukać gdzieś pracy, choć nie mam wyuczonego zawodu.

Jestem bowiem „przyszłą niedoszłą” socjolożką, która rzuciła studia na piątym roku. Bardzo mądrą życiową decyzję niegdyś podjęłam ☺

Więc jak to zawsze mówię studia mam, ale nieskończone. Po namyśle oraz po rozmowach z Adamem stwierdziliśmy, gdyż to była nasza wspólna decyzja, że skoro rzeczywiście moje zdjęcia są coraz lepsze, to spróbuję robić zdjęcia dla kogoś. Pochodziłam po znajomych, sfotografowałam dzieciaki inne niż moje własne.

Miałam wówczas takie przekonanie, że fotograf musi mieć studio. Bo przecież wszyscy fotografowie mają studio, więc ja również muszę mieć studio. Nie było mnie oczywiście stać na wynajem takiego lokalu. Ale działo się to w momencie, kiedy planowaliśmy przeprowadzkę i szukaliśmy większego domu. Więc stwierdziłam, że po prostu jedną z sypialni w nowym domu przeznaczymy na studio fotograficzne. I tak brnęłam w to. Przygotowałam pomieszczenie, kupiłam dodatki, bean bagi, te wszystkie rzeczy potrzebne do sesji noworodkowych. I robiłam sesje studyjne, był zresztą na nie bardzo duży popyt. Natomiast po pewnym czasie czułam, że się duszę. I nie chodziło wcale o wielkość studia, pomimo, że rzeczywiście było małe. Ale wychodziłam z tych sesji bardzo zmęczona psychicznie, z poczuciem, że to nie jest to, co ja chcę pokazać moim klientom, że to nie współgra z tym, co ja czuję i chcę robić.

Pewnego dnia jedna z klientek nie mogła przyjechać do studia na umówioną wcześniej sesję noworodkową, ponieważ bardzo źle się czuła. Natomiast bardzo chciała mieć zdjęcie swojego dziecka w tych pierwszych dniach życia. Zaproponowałam więc, że to ja mogę przyjechać do niej, ale na pewno nie będą ciągnęła tych bean bagów, czapeczek i całej reszty. Zamiast tego zrobimy sesje w domu, w łóżku, na pewno coś wymyślimy. Nawet wówczas nie wiedziałam, co to są zdjęcia lifestylowe.

Ale właśnie wtedy na tej sesji poczułam, że to jest to. Że chcę pójść w takie właśnie naturalne sesje domowe, zupełnie odciąć się od pozowania w studio.

Po jakimś czasie sprzedałam całe dotychczasowe wyposażenie i usunęłam całkowicie sesje studyjne z portfolio oraz ze swojej oferty, a zaczęłam oferować sesje lifestylowe. W międzyczasie bardzo dużo udzielałam się na różnych forach fotograficznych – na Facebooku, w grupach dyskusyjnych. Rzeczywiście było widać tę moją obecność, jako osoby, która się zna. Moja fotografia była już wówczas rzeczywiście na wysokim poziomie. Więc zaczęłam dostawać mnóstwo zapytań, także w prywatnych wiadomościach, jakbym zrobiła to czy tamto. Na wszystko odpowiadałam. Oczywiście pomaganie innym sprawia wiele frajdy, ale istnieją pewne granice. W pewnym momencie zaczęło mnie to mocno przytłaczać. Szczególnie że sama wiele informacji zdobywałam długo, uczyłam się tego wszystkiego często na bazie własnych doświadczeń. Tymczasem zamiast na przykład spać w nocy, ja odpowiadałam ludziom na ich pytania.

Wówczas wpadłam na pomysł zorganizowania warsztatów. Okazało się, że jest bardzo duże zapotrzebowanie na warsztaty rodzinnej fotografii lifestyle. Było bardzo dużo fotografów, którzy chcieli odejść od sesji studyjnych i zająć się bardziej naturalnym stylem fotografowania. W ten sposób zdobyłam klientów na moje warsztaty. Potem był pierwszy ebook, który od samego początku bardzo dobrze się sprzedawał, bo jest skondensowaną wiedzą od A do Z na temat sesji lifestylowych. Następnie założyłam blog, napisałam drugi ebook, stworzyłam kurs i tak to wszystko się rozwinęło.

Częściowo odpowiedziałaś już na moje kolejne pytanie na temat tego, kiedy poczułaś misję nauczania, skąd to się wzięło. Rozumiem, że wcześniej nie miałaś żadnego pedagogicznego doświadczenia, nie byłaś nauczycielką, coachem, trenerką itp.?

Nie, ale wierzę, że wszystko w życiu jest po coś. Kiedy studiowałam socjologię na profilu komunikacja społeczna i badanie rynku, bardzo często była jakieś prezentacje do wygłaszania, projekt grupowy do stworzenia i zaprezentowania. I zawsze chciałam pierwsza to przedstawiać, parłam na to, bo bardzo mnie takie wystąpienia ekscytowały. Innym razem uczestniczyłam w warsztatach zorganizowanych przez moją ówczesną firmę i bardzo mi się spodobała taka forma pracy jako szkoleniowiec. Wtedy wymyśliłam sobie, że w przyszłości zostanę coachem, będę prowadzić warsztaty komunikacji interpersonalnej, umiejętności miękkich, że w tym właśnie kierunku pójdę. Koniec końców studiów nie skończyłam, szkoleń interpersonalnych nie prowadzę, ale za to prowadzę warsztaty fotograficzne, tak to w życiu bywa.

Pierwsze warsztaty, które poprowadziłam, trwały dwa dni. Przyleciałam na nie do Polski ze Szkocji. Jednego dnia miałam jedną grupę, drugiego dnia drugą. Założyłam, że te warsztaty będą testem dla mnie samej. Bo można mieć wiedzę sporą i nie umieć jej przekazać.

Można być specjalistą w jakiejś dziedzinie, ale nie być dobrym nauczycielem.

Dlatego powiedziałam sobie, że na tych warsztatach zobaczę po pierwsze, jak się czuję w roli prowadzącej, a po drugie, jakie będą opinie kursantów. Na szczęście wszystko przebiegło po mojej myśli. Były pozytywne opinie, poczułam się fajnie po tej drugiej stronie. Spodobało mi się przede wszystkim to, że są ludzie, którzy chcą słuchać, co mam im do przekazania. Oczywiście nie obyło się bez błędów, była to bowiem bardzo stresujące doświadczenie. Natomiast poczułam, że to jest odpowiednia droga dla mnie i że chcę pójść nią dalej.

Czy obecnie prowadzisz warsztaty tylko stacjonarnie, czy również on-linowo?

chcę zostać fotografem

Głównie stacjonarnie, ale on-linowo także prowadzę. Tylko wtedy to są indywidualne konsultacje, 1:1, program jest dostosowany do konkretnych kursantów. Czasami są to warsztaty z obróbki, czasami z podstaw fotografii. Ponieważ przychodzą także osoby, które dopiero zaczynają i kompletnie nie wiedzą, co to jest czas, przysłona i ISO. Ale wszystko się kręci wokół fotografii dziecięcej i rodzinnej. Jednego dnia są to mamy, które fotografują własne dzieci i wcale nie chcą zostać zawodowymi fotografami, a innym razem to początkujące fotografki, które chcą zarabiać na fotografii.

Nie mogę oczywiście nie zadać pytania u ulubiony fotograficzny styl. Jaki styl fotografii lubi prekursorka rodzinnej fotografii lifestyle? ☺

Nie zamykam się na nic, jak widać po mojej ścieżce zawodowej próbuję różnych rzeczy. Ale rzeczywiście preferuję fotografię mało pozowaną, tak bym to nazwała.

Rozdzielam fotografię na trzy rodzaje: studio, lifestyle i fotografia dokumentalna.  Lifestyle jest tak pośrodku, ale bliżej mu do fotografii dokumentalnej.

Uwielbiam wszelkiego rodzaju reportaże, gdzie jestem jakby duchem, którego nie widać, nie ustawiam ludzi, a jedynie obserwuję. Zdjęcia robione z ukrycia to jest to, co lubię najbardziej. Czyli podsumowując, kocham lifestyle i wszystko to, co naokoło.

Czy miłośniczką lifestyle jesteś nie tylko zawodowo, lecz także prywatnie? Jak fotografujesz na użytek prywatny?

Prywatnie robię zdjęcia moim bliźniakom cały czas. Co prawda teraz już mniej, niż wcześniej, ale też się staram robić to regularnie. Bodajże w 2015 roku rozpoczęłam projekt 365, czyli jedno zdjęcie dziennie przez cały rok. I rzeczywiście przez ten pierwszy rok sumiennie robiłam jedno zdjęcie dziennie. Natomiast ostatniego dnia grudnia, po zrobieniu ostatniego zdjęcia do projektu popłakałam się ze szczęścia. Po pierwsze dlatego, że zrobiłam ten projekt i po drugie, że się wreszcie skończył. Byłam wymęczona totalnie.

Dlatego projekt 365 w kolejnym roku posiadał niestety dziury i bardzo się tym stresowałam. Ale później przemianowałam go na inny projekt, który nazwałam „Everyday life”, czyli „Nasze codzienne życie”. I przestałam skupiać się na tym, by koniecznie zrobić jedno zdjęcie dziennie. Jednego dnia robiłam więc pięć zdjęć, a innego wcale, ponieważ nic interesującego się nie działo. Robienie zdjęć na siłę było bez sensu. Ale cały czas fotografuję naszą codzienność i drukuję z tego albumy.

Gdybyś w kilku słowach opisała, czym jest lifestyle? Czym się wyróżnia, co jest w nim najciekawsze, a co najważniejsze? Taki wstęp dla osób, które zupełnie nie wiedzą, na czym ten styl polega.

Wszystko zależy od rodzaju sesji lifestylowych. Ja wykonuję zdjęcia w domu klientów oraz w plenerze. W przypadku pleneru sytuacja jest prostsza do wyjaśnienia, ponieważ sesja w stylu lifestyle jest spacerem i zabawą dla całej rodziny. Jeżeli jest taka potrzeba, to oczywiście wskazuję klientom drogę. Na przykład proszę o podrzucenie dziecka w górę, albo pogilgotanie, czy przytulanki na kocu. Ale wszystko jest w takim bardzo naturalnym duchu i nie wymagającym od klientów przejmowania się obiektywem i aparatem.

Zawsze staram się, by ten aparat i obiektyw był jedynie dodatkiem, natomiast żeby rodzina skupiała się na sobie.

Więc to jest myślę takie clue do tego, aby klienci, bohaterowie na zdjęciach skupiali się na sobie, a ja to fotografuję. Nie ma tu absolutnie żadnego sztucznego ustawiania się.

Sesja lifestylowa w domu jest nieco bardziej zbliżona do tej w studiu fotograficznym. Jeżeli przychodzi do mnie rodzina z noworodkiem, to kieruję ich działaniami, na przykład mówię: usiądźcie kochani teraz na łóżku, na kanapie. Kiedy oni siedzą i patrzą na noworodka, to jednocześnie rozmawiamy, śmiejemy się. Zawsze staram się tę rozmowę nakierować tak, aby klienci nie czuli się spięci robieniem zdjęć, tylko zajęli się rozmową ze mną, rozmową ze sobą, śmianiem się. Panuje trochę taki klimat, jakbyśmy spotykali się ze znajomymi, rozmawiali i tylko przy okazji fotografowali.

ebook o rodzinnej fotografii lifestylowej

Bardzo dużą uwagę skupiam na mamie noworodka, rozmawiam z nią, interesuję się tym, jak się czuje. Więc to wszystko jest takie ludzkie, skierowane na drugiego człowieka. Nie zostawiam swoich klientów samym sobie, nie każę im stanąć pod ścianą, położyć rękę tu, a teraz tam i dziękuję za sesję. To jest kompletnie nie mój klimat.

Fotografia lifestylowa jest taka bardzo przyjazna, zwłaszcza dla osób, które nie lubią być fotografowane. Otrzymują wspólną pamiątkę, jednocześnie zrobioną zupełnie na luzie.

Wielokrotnie słyszałam od swoich klientek, że ich mężowie nie chcieli się zgodzić na sesję fotograficzną, a później byli zaskoczeni, że to tak prosto, zwyczajnie się odbywa. Więc lifestyle jest takim rodzajem fotografowania, który jest przyjazny dla człowieka i niestresujący go kompletnie. Oczywiście wszystko zależy od fotografa i jego podejścia, tego, jaką atmosferę fotograf wprowadzi. Bo naszym zadaniem jest, aby klienci dobrze się czuli na sesji.

Czyli umiejętność współpracy z ludźmi, z dziećmi jest decydująca przy sesjach lifestylowych? Co sądzisz o osobie, która jest introwertykiem, nie jest osobą otwartą, bardzo towarzyską, potrafiącą rozmawiać na każdy temat, aranżować na zawołanie dziecięce zabawy. Czy taka osoba, która trzyma się na uboczu, bardziej jest obserwatorem, niż animatorem, także sprawdzi się w takiego typu sesjach, może zostać fotografem?

Myślę, że taka osoba jak najbardziej się sprawdzi, tylko musi do tego odpowiednio podejść i wykorzystać te cechy na swoją korzyść. Oczywiście z drugiej strony zawsze trzeba nad sobą pracować, bo osobom otwartym jest po prostu łatwiej. Jeżeli ktoś jest introwertykiem, nieco zamkniętym w sobie, to potrzebuje więcej czasu, żeby zniwelować dystans między fotografem a klientem. To pytanie zresztą zawsze pada na moich warsztatach, bo są osoby „hej do przodu”, a są również takie ciche, spokojne, mocno stresujące się. Ale każda sesja czegoś uczy, także podejścia do klientów. Więc myślę, że to jest do wyćwiczenia. Bo nie można się zupełnie nie odzywać na sesji, to jest minimum godzina spędzona z ludźmi. Klienci, jeżeli widzą fotografa, który jest nieśmiały albo się boi sam siebie, to nie będą chcieli ponownie do takiej osoby przyjść. Dlatego należy nad tym pracować. Trzeba przynajmniej się uśmiechać, próbować ukryć stres.

Ale osoby zamknięte same wyczują, że się źle czują na takiej sesji. Jeżeli ktoś się totalnie boi wyjść do ludzi, to niestety nie będzie wykonywał tego zawodu. Zresztą jak każdego innego, który wymaga współpracy z ludźmi. Ale sądzę, że to jest spokojnie do wypracowania, tylko potrzeba na to więcej czasu. Osoby introwertyczne mogą na przykład zaczynać od fotografowania ludzi z większej odległości, albo od sesji plenerowych, w czasie spaceru, gdzie rzeczy często dzieją się samoczynnie, jak to mówią zdjęcia robią się same.

Oczywiście ważne jest też przygotowanie. Dlatego właśnie tworzę ebooki oraz kursy online, w których opisuję, jak się przygotować do takiej sesji. Bo wiele osób boi się przede wszystkim dlatego, że nie ma doświadczenia oraz czasem może ma mniejsze umiejętności fotograficzne. Ale z każdej z sesji na sesję jest rzeczywiście dużo łatwiej. Także odpowiadając na pytanie, tak, introwertycy także mają szansę pracować w tym zawodzie, nie widzę przeszkód, tylko czeka ich więcej pracy nad sobą.

W ebooku „Naturalnie! Czyli rodzinna fotografia lifestylowa od kuchni” dajesz wskazówki, jak zostać fotografem rodzinnym, opisujesz między innymi cały proces przygotowania do sesji z klientem?

Tak, opisuję cały proces przygotowań, począwszy od kontaktu z klientami przed sesją, łącznie z wiadomościami mailowymi, które wysyłamy klientom, jak zaczynać rozmowę, jak pisać ogłoszenia, na przykład aby znaleźć rodziny na bezpłatne sesje, by zgłaszały się odpowiednie osoby, zgodnie z tym, co my chcemy robić. Opisuję, jak utrzymywać relacje z klientami po sesji, bo to też jest bardzo ważne. Oczywiście przechodzę także przez cały proces w trakcie trwania sesji, jak rozmawiać z klientami, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach, jak rozmawiać z dziećmi, jak rozmawiać także ze starszymi dzieciakami.

jak zostać fotografem zawodowym

Więc w ebooku jest opisany cały proces powstawania sesji lifestylowej od A do Z. Osobom początkującym może naprawdę pomóc zacząć. Ale otrzymałam także wiele opinii od osób, które już fotografują i jakieś doświadczenie mają, że dzięki ebookowi usystematyzowały sobie cały proces i były bardzo zadowolone, bo nagle się okazało, że jak się wszystko dobrze poukłada, to można jeszcze lepiej daną rzecz można robić.

A dla osób, które nie mają pomysłów na fotogeniczne zabawy dziecięce jest drugi ebook „Dzieci w obiektywie, czyli 38 inspiracji na zdjęcia w Waszym domu”.

Drugi ebook może być zarówno dla zawodowych fotografów, jak i dla  mam, które fotografują własne dzieci, swoją codzienność i czasami nie mają pomysłów, co z dzieciakami robić. Są w nim pomysły na zdjęcia, które nie są wymuszone, ale są fajną zabawą dla dzieci. Podczas robienia zdjęć do ebooka z moimi chłopakami zabawy mieliśmy naprawdę całe mnóstwo.

Często opisuję też takie momenty, które warto fotografować, ale nigdy nie wpadlibyśmy na to, żeby właśnie wtedy chwycić za aparat.

Na przykład kiedy dziecko idzie się kąpać, albo leży z nogami do góry i widać dziurawą skarpetką – większość osób nie widzi tu zupełnie fotograficznego potencjału. A właśnie ta dziurawa skarpetka jest świetnym motywem do sfotografowania. I to są właśnie takie małe sytuacje, które tworzą klimat w ramach fotografowania swojej codzienności. Ebook będzie jeszcze aktualizowany, bo mam nowe pomysły na kolejne zabawy. Oczywiście dla osób, które kupiły go wcześniej, aktualizacja będzie dostępna za darmo. Ale mam to w planach dopiero w nowym roku.

inspiracje na zdjęcia dzieci w domu
Nie mogę nie zapytać o obróbkę sesji lifestylowych. Twoje fotografie mają ten specyficzny klimat. Czy obrabiasz zdjęcia, jak dużo obrabiasz, na co zwracasz uwagę?

Jestem absolutną minimalistką i staram się nie spędzać zbyt dużo czasu na obróbce zdjęć. Zresztą nie lubię tego robić, nie lubię tracić czasu, który mogę poświęcić na coś innego. Staram się, by kadry wyjściowe były dobrej jakości, aby mieć pewność, że zawsze mogę coś z niego wyciągnąć na etapie obróbki. Dlatego fotografuję w RAWach, żeby potem móc odzyskać z cieni dużo detali. Jak wiadomo w domu mamy różne światło i nie zawsze jest ono idealne. Więc wszystko zależy od konkretnej sesji. Czasami obróbka polega dosłownie na rozjaśnieniu zdjęcia i nadaniu koloru. Czasem to kilka suwaków, które przesunę na krzywej tonalnej i tyle. Do tego robię szybką selekcję zdjęć i to także w ebooku „Naturalnie! Czyli rodzinna fotografia lifestylowa od kuchni” pokazuję, co składa się na mój proces selekcji, jakie kadry odrzucam i dlaczego. Natomiast w ebooku nie ma samego procesu obróbki, bo ciężko mi to było pokazać na papierze.

Podsumowując, nie siedzę, nie grzebię, nie usuwam, nie zmieniam nie wiadomo czego. Obróbka jest tylko takim muśnięciem, który nadaje zdjęciu naszego klimatu, który definiuje nasz styl. Także im mniej tym lepiej.

Czyli walczmy o jak najlepsze kadry wyjściowe, żeby później mieć jak najmniej pracy, a efekty były powalające.

Dokładnie. Czasami fotografowie lubią przekombinować. Ale trzeba nauczyć się przede wszystkim dobrze fotografować, żeby wiedzieć na przykład, jak sobie radzić z balansem bieli, by skóra fotografowanej osoby nie była zbyt pomarańczowa, jak dobierać ubiór klientów, miejsce, w którym fotografujemy, ponieważ to wszystko ma wpływa na kolor. Na kursie oraz indywidualnych konsultacjach pokazuję co zrobić, gdy skóra noworodka jest za pomarańczowa albo za blada, czasem dzieci są sine.

Obrabiam zdjęcia tylko w Lightroomie. Czasami wejdę do Photoshopa, kiedy już naprawdę muszę coś większego usunąć lub w większej ilości, ale to się zdarza bardzo rzadko. Na przykład, kiedy dzieci mają bardzo dużo pryszczyków czy krostek. Większość rzeczy spokojnie można w Lightroomie usunąć, albo w ogóle nie trzeba ich usuwać, bo są to kwestie związane z danym okresem życia. Na przykład u noworodków skóra jest często mocno wysuszona, ale jest w tym jakiś urok. Więc czasem na wyraźną prośbę rodziców coś poprawiam. Ale też stosuję odpowiednie ustawienia w aparacie, żeby nie trzeba było potem usuwać pewnych rzeczy. Jeżeli nawet dziecko ma dużo krostek na twarzy, to odpowiednie ustawienie względem światła i ustawienia parametrów aparatu sprawiają, że te krostki nie są na zdjęciu tak widoczne.

I o tym również piszesz w ebooku „Naturalnie! Czyli rodzinna fotografia lifestylowa od kuchni”?

Ebook „Naturalnie! Czyli rodzinna fotografia lifestylowa od kuchni” nie jest stricte o fotografii noworodkowej. Jest o fotografii rodzinnej, więc skupiam się w nim na świetle, jego rodzajach, jak ustawiać rodzinę względem światła. W ebooku wspominam, jakich używam ustawień i w jakich sytuacjach, natomiast nie ma takiego konkretu względem obróbki.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Świetnie opowiadasz, jesteś pełna energii, naprawdę fantastycznie się Ciebie słucha. I teraz już wiemy, jak zostać fotografem rodzinnym 🙂 Nie dziwię się, że klienci na sesje oraz warsztaty jak to się mówi „walą drzwiami i oknami”.

Dziękuję Ci bardzo. Bo to jest moim zdaniem bardzo ważne. Jakiś czas temu z koleżankami fotografkami miałyśmy dyskusję, czy poszłyby do fotografa, który robi piękne zdjęcia, ale jest niemiłym człowiekiem. Ja powiedziałam, że absolutnie nie. Nawet jeśli robi fantastyczną robotę, ale jest nieprzyjemny, albo coś mi w nim nie pasuje jako w człowieku, to ja do takiego fotografa nie pójdę. Ale padały różne głosy. Zdaniem niektórych najważniejsze jest, jakie fotograf robi zdjęcia. Inne koleżanki miały takie zdanie jak ja, że bycie fajnym człowiekiem też się liczy.

Od moich kursantem często słyszę, że przyszły do mnie, bo wcześniej mnie gdzieś widziały, usłyszały, poznały jako człowieka. I dlatego to jest ważne w naszej pracy.

W ebooku „Naturalnie! Czyli rodzinna fotografia lifestylowa od kuchni” wspominam, aby w czasie sesji mieć pozytywne nastawienie, żeby wszelkie problemy domowe zostawiać za drzwiami, bo sprzedajemy nie tylko zdjęcia, ale też naszą osobowość, to ona kieruje naszymi działaniami.

I to jest mega ważne.

Nawet wydaje mi się, że bardziej niż zdjęcia, sprzedajemy klientowi emocje związane z procesem dokumentowania jego wspomnień.

Tak, a jeśli mamy dobry kontakt z dziećmi i one nas polubią, to już zupełnie jesteśmy sprzedani. Możemy mieć pewność, że klienci do nas wrócą albo nas polecą rodzinie, znajomym.

Similar Posts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

jak obsłużyć aparat bezpłatny audiobook